poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Seminarium dogfrisbee z Joanną Korbal w Warszawie

6 i 7 sierpnia braliśmy udział w naszym pierwszym seminarium dogfrisbee, prowadzonym przez Joannę Korbal w Warszawie. Od seminarium minęło już trochę czasu, a ja nadal nie napisałam o tym na blogu, dlatego dziś zapraszam Was na małą relację. 



W pierwszy dzień seminarium pogoda nie dopisywała. Nie było bardzo zimno, gorąco na szczęście też nie, ale ciągle było pochmurno i padało co chwilę. Mimo tego, dzień minął bardzo przyjemnie, deszcz nie przeszkodził w zajęciach rzutowych czy (mega ciekawych) zajęciach teoretycznych Asi.
Pies na pierwszej sesji pracował baardzo ładnie, pokazaliśmy mniej więcej na jakim jesteśmy poziomie we frisbee, poszarpaliśmy się i pokazaliśmy aport. Na drugiej sesji było gorzej- padał deszcz, a gdy pada deszcz Feliks zamienia się w biednego, mokrego pieska, który jest bardzo przestraszony tym, że musi chodzić po mokrej trawie. Był wycofany, nie chciał pracować, a na frisbee reagował cofając się.
Drugi dzień był o wiele lepszy- było ciepło, a słońce przez prawie cały czas świeciło. Pies na dwóch sesjach pracował bardzo ładnie, ćwiczyliśmy głównie nad overami, które wychodzą nam coraz lepiej! 



Teraz kilka słów o samej Asi, jest ona bardzo sympatyczną osobą, świetnie tłumaczy, jej wykładów można by słuchać godzinami. Chętnie odpowiada na pytania, a gdy ktoś czegoś nie rozumie, zawsze stara się wytłumaczyć. Z seminarium wyniosłam wiele wiedzy na temat poprawnych rzutów (teraz moje backhandy nie są już takie naleśnikowate!!!), a także takich rzeczy jak technika skoku, motywacja czy aport. 
Pochwała należy się też organizatorce seminarium, miejsce seminarium bardzo fajne, duży, ogrodzony z każdej strony plac z wielkim drzewem, pod którym można było schronić się przed słońcem i deszczem. Atmosfera bardzo luźna, przyjemna, można było fajnie sobie pogadać. Podczas trwania seminarium zamawialiśmy pizze, były też zimne napoje i przekąski.



Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z seminarium z Asią i polecam je wszystkim, 
niezależnie na jakim są poziomie. Wszystko dostosowane do poziomu uczestników, ciekawe 
wykłady, świetne zajęcia rzutowe, jednym słowem- genialnie!




wtorek, 9 sierpnia 2016

Połowa wakacji za nami...

fot. Milena Kwiatkowska

























Lipiec już za nami, został niecały miesiąc wakacji. Czas mija zdecydowanie za szybko, za chwile znowu wrzesień, szkoła, rutyna, mniej czasu dla psa. Ale na razie wakacje nadal trwają, dlatego staramy się wykorzystywać je najlepiej jak możemy! Dziś napisze wam trochę o tym, co działo się u nas w lipcu i na początku sierpnia.

Na samym początku wakacji, 24-26 Czerwca pojechaliśmy do Sulejowa. Wypad był jak najbardziej udany, spaliśmy w bardzo ładnym, psiolubnym hotelu. Na terenie hotelu super tereny do treningów- świetne duże pola ze skoszoną trawą, rozproszenia w postaci ludzi, dzieci. Wokół hotelu było dużo pól, łąk, a także zalew, tak więc było gdzie chodzić! Niestety temperatura w te dni była bardzo wysoka, nie chodziliśmy więc aż tak dużo.


























5 lipca spotkaliśmy się razem z Laurą i Powerem, było to pierwsze spotkanie psów. Psy się wybiegały na polach, a potem ruszyliśmy na socjal na znajdujące sie nie daleko lotnisko. 
W kolejny dzień, 6 lipca byliśmy na baardzo spontanicznym spacerze razem z Kasią i Dżekim (która zaskoczyła mnie swoim nagłym wypadem do Łodzi XD ) i Laurą i Powerem. Nie chodziliśmy co prawda długo, bo Kasia musiała wracać do domu, ale i tak spacer był bardzo udany, dziewczyny porobiły zdjęcia, Feliks na reszcie miał ładną, sylwetkową fotkę :D (wstawiałam ją na funpage )
14 lipca Feliks skończył 3 lata, pisałam już o tym na stronie więc nie będe się tu za bardzo rozpisywać. Nie było mnie w ten dzień w domu, ale po powrocie wynagrodziłam mu to dwiema nowymi zabawkami, dyskiem, nową smyczą i oczywiście dłuugim spacerem!
21 lipca razem z Laurą i Powerem ruszyliśmy na podbój łodzi, manufaktura, piotrkowska, a na końcu zahaczyłyśmy na chwile o galerię łódzką (do której można wchodzić z psami!). Psy padły, my też :D


fot. Laura Kardas

fot. Kasia Macudzińska


niedziela, 24 lipca 2016

Psy, a Szwajcaria


Niedawno,  od 9 do 19 Lipca byłam na wyjeździe w Szwajcarii (dlatego też na blogu była taka cisza). Przez te 10 dni miałam okazję dokładnie przyjrzeć się sprawą związanym z psami w Szwajcarii, stosunkiem innych ludzi do psów, mentalność właścicieli itp. Dziś chciałabym podzielić się z wami moimi przemyśleniami na temat Szwajcarskich psów. 

Zacznę może od tego, czy na ulicach psów było dużo. Tak więc, byliśmy w bardzo zaludnionym mieście, z bardzo ładną starówką, zejściem nad jezioro, górami. W centrum miasta ludzi zawsze było bardzo dużo, psów towarzyszących im też. Zazwyczaj były to psy rasowe, ale kilka kundelków też zauważyłam. Podsumowując, psów w Szwajcarii jest całkiem sporo. 
Teraz kolejna rzecz, która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, to "garderoba" w której chodziły psy. Przez cały wyjazd zauważyłam tylko jednego psa z łańcuszkiem zaciskowym, z kolczatką nie było żadnego, psy zazwyczaj miały szelki, rzadziej obrożę, nawet psy uznawane za rasy "groźne" często nosiły szelki, niby w tym nic dziwnego, ale w Polsce nadal większość ttb nosi źle założone kolczatki. 



Kolejna rzecz to zachowanie psów, podczas całego wyjazdu tylko raz widziałam szczekającego psa. Wszystkie psy które mijałam zachowywały się bardzo dobrze, były spokojne, chodziły ładnie na smyczy, nie widziałam też żadnego psa, który na widok innego psa dostał by głupawki czy zaczął by szczekać. Ciekawe jest też to, że wszystkie psy bardzo ładnie chodziły przy nogach, obojętnie czy była to smycz tradycyjna czy automatyczna, obojętnie czy psy były małe czy duże. Tylko raz widziałam yorka, idącego na pełnej długości flexi.
Wspomnę też o psach w miejscach publicznych, takich jak parki, czy inne tereny zielone. W każdym takim miejscu były tabliczki, informujące o tym, że psy muszą być na smyczy. Wszyscy bardzo tego przestrzegali, nie widziałam żadnej osoby z psem, który biegał by sobie luźno bez smyczy. Jedynie czasem, na plażach ludzie robili tak, że spuszczali psa przy jeziorze, rzucali im piłkę/patyk, a po skończonej zabawie spowrotem zapinali smycz. 
Na każdej ulicy były też specjalne pojemniki z woreczkami na psie odchody, z których z tego co zauważyłam wszyscy używali i bardzo dbali o czystość trawników, ani razu nie widziałam właściciela, który nie posprzątał by po swoim psie.






















Kolejna rzecz, o której nie mogłabym nie napisać to psie akcesoria. Zacznijmy od zwykłych marketów. Dział z produktami dla zwierząt w zwykłych sieciówkach był zazwyczaj bardzo bogaty. Oprócz typowego pedigree, które jest wszędzie, w każdym widziałam produkty vitacraft, także te o bardzo fajnym składzie, zabawki, akcesoria do pielęgnacji. W jednej z większych sieci sklepów były nawet szelki, obroże, a także zabawki interaktywne! 
Jeśli chodzi  o sklepy zoologiczne, to w zwykłym, małym, osiedlowym zoologu, był np.bardzo duży wybór zabawek firmy kong, a także wielki wybór szelek, obroży czy smyczy.
Wybrałam się też do jednego z większej sieci sklepów zoologicznych, "qualipet", coś jak nasze maxizoo tylko większe. Asortyment jakoś na kolana nie powalił, dużo kongów, parę chuckitów, generalnie nic bardzo przyciągającego nie znalazłam, jedynie zaciekawił mnie bardzo duży wybór produktów z firmy rogz. 


dział zoologiczny w dużym markecie


 To już wszystko na dzisiaj, mam nadzieje, że taki trochę inny post wam się spodobał :D




wtorek, 28 czerwca 2016

Psi piknik w Grodzisku Mazowieckim

fot. Laura Kardas
19 Czerwca w Grodzisku Mazowieckim odbyła się szósta edycja psiego pikniku organizowanego przez Straż dla zwierząt powiatu  Grodziskiego. Podczas wydarzenia odbywały się też zawody rally-o i top speed dog. W tym drugim zdecydowaliśmy się wziąć udział.  Zapraszam do przeczytania relacji z pikniku i naszego debiutu!

W Parku Skarbków, w którym odbywał się piknik byliśmy na sam początek, osób było niewiele,a wszyscy się dopiero rozkładali. Zrobiliśmy kółko w oku pikniku, obczailiśmy co jest gdzie i poszliśmy się zarejestrować. 
Cały piknik był na dużym terenie w środku parku, z idealnie ściętą trawą (<3), niestety dość blisko jezdni. Było kilka ringów, jeden główny, na którym odbywały się wszelkie pokazy, m. in sztuczek, agility, treiballa, obrony, posłuszeństwa. Na drugim ringu odbywały się zawody Top Speed Dog, a na kolejnych trzech rally-o. Oprócz tego były oczywiście stoiska zarówno z psimi karmami, przysmakami, zabawami jak i z ludzkimi lodami, ciastami czy napojami. Na pikniku pojawił się też Warsaw Dog, grzechem byłoby nic nie kupić, więc do naszej kolekcji dołączyła piękna, warsaw dogowa obroża i smycz <3

fot. Laura Kardas



To teraz trochę o naszym debiucie. Startowaliśmy w Top Speed Dog, w kategorii small. Byłam pełna obaw, że psu nie będzie się chciało pobiec, szczególnie, że temperatura była bardzo wysoka. Jak się potem okazało moje zmartwienie były niepotrzebne! Pies dał z siebie 101%, moja mała torpedka <3 
W pierwszym biegu uzyskaliśmy wynik 5.15 s, w drugim duża poprawa- 4.55 s. Jak się potem okazało nasz wynik był taki sam jak Marty i Enza, mieliśmy więc z nimi dogrywkę o 3 miejsce. Tym razem uzyskaliśmy wynik 4.57, nie udało nam się prześcignąć Enza, tak więc wylądowaliśmy na 4 miejscu. Pomimo tego jestem na prawdę bardzo dumna z psa, szczególnie z tego trzeciego biegu, bo pies był już wtedy naprawdę zmęczony.


                                 fot. Laura Kardas

Podczas pikniku spotkaliśmy wiele świetnych osób, Feliks miał okazję obwąchać się z innymi psami. I tutaj było trochę gorzej- sznaucer z małymi psami zapoznawał się na luzie, ale gdy jakiś duży chciał do niego podejść szczekał na niego. Nie wiem czym to jest spowodowane, nigdy tak nie miał, zobaczymy czy będzie tak robił nadal, czy miał po prostu "zły dzień". 

Feliks z Jessie, fot. Laura Kardas

Na koniec, powiem jeszcze parę słów o organizacji. O ile samego pikniku była bardzo dobra, organizacja TSD pozostawia wiele do życzenia. O ile dobrze pamiętam, mieli pół godzinne opóźnienie drugiego biegu, pole startowe tez było kiepsko przemyślane, gdy inna osoba przytrzymywała psa, biegło się nie po samym polu na którym biegnie pies, a z boku- więc pies tracił przewodnika z oczu, przez co dekoncentrował się.

czwartek, 23 czerwca 2016

Maniakowe Liebster Blog Awards!


Nie miałam zamiaru dodawać Liebster Blog Awards na bloga, ale kiedy Dominika z bloga the Sky scavangers dodała LBA związane z chyba ulubionych tematem większości psiarzy, czyli psim akcesoriom i nominowała do niego wszystkich maniaków psich akcesorii, nie mogłam się powstrzymać od dodania go. :D
Kilka osób nominował mnie wcześniej do LBA, ale dziś zajmę się tylko tym jednym, szczególnym, maniakowym. Tak więc, zacznijmy.

1.Ulubiona zabawka twojego psa/psów?
hmm... Feliks to typ psa, który bawi się wszystkim, ale myślę, że jego faworytami są piłeczki! Ani ja, ani Feliks nie mamy swojej ulubionej, ale bardzo dużą sympatią darzona jest papisiowa planetka.

2.Najdroższa rzecz jaką kupiłeś swojemu psu, dlaczego się na to zdecydowałeś?
Nie licząc karmy, myślę, że najdroższa rzeczą jak na razie był kennel. Do czego służy klatka każdy wie, chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego go zakupiłam.

3.Największy bubbel w twojej psiej szafie to?
Nie mamy jakieś większej, droższej rzeczy, która jest kompletnym niewypałem, ale słabym zakupem była lampka do obroży dla psa (okazała się za ciężka i za duża), a także nasz kaganiec, niby wszystko z nim okej gdyby nie to, że.. w ogóle nie układa się na pysku mojego psa, przez pasek umieszczony na dole ciągle spada z pyska.

4.Jak wygląda u ciebie organizacja psich akcesoriów?
Wszystkie moje psie rzeczy są w 3 pudłach, w jednym zabawki, w drugim akcesoria spacerowe, treningowe i inne, w trzecim smakołyki, a wszystkie pudła stoją w szafce. Smycze wiszą na wieszaku w przed pokoju. 

5.Czy i gdzie kiedykolwiek zgubiłeś cokolwiek twojego psa?
Nie przypominam sobie, żebym kiedyś zgubiła coś psiego i nigdy nie znalazła, ale kilka razy zostawiłam coś na spacerze i potem musiałam się po to wracać, np. kiedyś w połowie spaceru zorientowałam się, że zostawiłam smycz w lesie..

6.Najbardziej przydatny zakup w waszym życiu?
Zdecydowanie klatka, nie wiem co bym teraz bez niej zrobiła!

7.Czy kiedykolwiek zrobiłeś coś DIY dla swojego zwierza i co to było?
Oczywiście, że tak! Mamy DIY'owe szarpaki mopowe, polarowego, obroże, ciasteczka...

8. Gdybyś był hodowcą jak wyglądała by twoja wyprawka dla szczeniaków (bez ograniczeń finansowych)
Masa kocyków, szarpaczków polarowych, miękkich maskotek, piłeczek, gryzaków, szczeniaczkowy kong i planetka, obroża i szelki z papisiowej kolekcji hurtty i oczywiście zapas karmy, a wszystko w pastelowych, fioletowych i niebieskich odcieniach <3



 9. Ulubione jedzonko i karma?
Feliks zje każdą karmę, ale bardzo zasmakowała mu nasza obecna, czyli markus muhle. 

10. Z jakiego zakupu jesteś najbardziej zadowolony?
Tu wygrywa komplet obroża shine in mint i smycz candy blue od Warsaw Dog. Kocham ten zestaw tak bardzo, że sama raz założyłam sobie obrożę na szyje. Czy coś ze mną nie tak?...

11. Co znajduje się na twojej liście ,,chce to mieć''' ?
Ta lista jest u mnie nieskończona, ciągle dochodzą nowe rzeczy, ale na ten moment najbardziej czaimy się na szelki y z hurtty i dysk sofflite pup (którego nigdzie nie ma :c)

12W jakich miejscach najchętniej robisz zakupy?
Najczęściej kupuje w internecie, ale jeśli chodzi o stacjonarne sklepy, zazwyczaj chodzę do małych, osiedlowych zoologów.

13. Co udało Ci się kupić w najbardziej okazyjnej cenie? 
Długo nad tym myślałam, ale wygląda na to, że nie mamy takiej rzeczy.

14. Gdyby znikły wszystkie twoje psie rzeczy i mógł byś kupić tylko 5 co to by było?
Oczywiście karma, szelki, smycz, szarpak futerkowy i kennel.

15. Jak wygląda wasze must take na wszelkie wyprawy wakacyjne? 
Szelki i/lub obroża, smycz, piłka, szarpak polarowy/futerkowy/mopikowy, woreczki na koopy, smakołyki, książeczka zdrowia i obowiązkowo miska silikonowa i woda.

16. Ulubione psie firmy, dlaczego akurat te?
Warsaw Dog, bo kocham ich wzory, JW pet, za ukochane ażurki, hurtta, bo mają genialne szelki!

Do LBA nie nominuje nikogo, ale serdecznie zapraszam wszystkich maniaków psich akcesorii do odpowiedzenia na te pytania na swoich blogach, spis pytań znajdziecie tu

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Problemy, problemy, problemy...


W psim świecie bardzo mało (chociaż i tak coraz więcej!) mówi się o problemach psa. O debiutach na zawodach, dobrym zachowaniu czy innych fajnych rzeczach od razu się pisze, ale problemy stara się ukryć. Dlaczego? Wstydzimy się, a może boimy hejtu i wyśmiania (co w psim światku jest dosyć częste...). Porażki jednak to tak samo naturalna rzecz jak sukcesy, każdy popełnia błędy, wszystkie psy mają jakieś problemy, a pisanie o tym jest tak samo ważne jak o sukcesach. Dziś przedstawię Wam dwa największe problemy z którymi borykam się z Feliksem.

Zacznijmy od najważniejszej i najbardziej problematycznej rzeczy czyli relacji psa z obcymi. To problem z którym walczymy już od dawna, wyniknął on przede wszystkim przeze mnie, bo pies w okresie szczenięcym nie był oswajany i przyzwyczajany do obcych ludzi. Jeszcze rok temu wyglądało to bardzo źle: Sznaucer gdy mijaliśmy przechodnia na spacerze zaczynał bardzo szczekać i rzucał się. Gdy ktoś obcy przychodził do domu było jeszcze gorzej. Od momentu, w którym zaczęłam nad tym poważnie pracować są duże postępy, na spacerze pies ignoruje ludzi (wyjątkiem są dzieci-na nie szczekał, szczeka i myślę, że przekonanie go do nich zajmie jeszcze bardzo długo), można go zabierać w zaludnione miejsca, jednym słowem gdy jest na smyczy jest bardzo dobrze. Do niedawna gdy był spuszczony ze smyczy też nie mieliśmy z tym problemu, pies w parku czy innych miejscach ignorował wszystkich. Jednak jakiś czas temu, na spacerze w lesie psu odbiło i bardzo obszczekał obcego faceta. Dotychczas nie wiem czym to było spowodowane, może obecnością drugiego psa, może tym, że dzień wcześniej zaliczył dość stresującą podróż pociągiem? Tak czy siak, do tego momentu gdy pies jest bez smyczy obszczekuje każdego, a gdy zobaczy rowerzystę podbiega, obszczekuje i próbuje ugryźć koło. Mamy dość dobre odwołanie, więc nie jest aż tak źle, bo w nagłych wypadkach odwołam psa od człowieka, ale to nadal bardzo poważny problem, ciągle nad tym pracujemy, ale przed nami jeszcze długa droga. 


fot. Laura Kardas

Kolejny problem to emocje przy psach. Nie chodzi o ekscytacje w dużych grupach psów, np. na zawodach, bo wtedy właśnie Feliks inne psy ignoruje, nie chodzi też o psy z którymi spotykamy się na spacerki. Chodzi o psy szczekające na innych posesjach gdy jesteśmy na spacerze. Gdy sznup zobaczy i usłyszy takiego psa kompletnie mu odbija,drze się na niego, okropnie ciągnie, im większy pies i bardziej agresywny jest szczek tym Feliks zachowuje się gorzej. Okropnie się też wtedy ekscytuje, wyciszanie go w takich sytuacjach jest bardzo trudne. Jest to co prawda mniej problematyczny problem do wcześniejszego, ale to nadal problem i trzeba go rozwiązać. 



Oprócz wyżej wymienionych są też inne problemy, mniej lub bardziej utrudniające życie, dziś jednak chciałam się skupić na tych dwóch. Pracujemy, pracujemy, pracujemy, powoli rozwiązujemy te problemy,  rozwiązanie ich stawiam na pierwszym miejscu w pracy z psem, dopiero potem są wszelkie sporty i sztuczki, bo najważniejsze to rozumieć się w życiu codziennym! 
Na koniec, serdecznie zachęcam Was do napisania, czy tu w komentarzu czy na swoim blogu/fanpagu podobnego posta dotyczącego Waszych problemów- pisanie o takich rzeczach jest bardzo ważne, w końcu nie ma sukcesu bez porażek, a problemy to całkiem normalna rzecz. 

czwartek, 2 czerwca 2016

Podbijamy Warszawę!


Długi weekend, już drugi w tym miesiącu spędziliśmy w Warszawie. Naszym głównym celem było spotkanie się z kilkoma psiarzami na Polach Mokotowskich

fot. Magdalena Krajewska






























Do Warszawy pojechaliśmy pociągiem, w piątek rano.
 
Pobudka o 6, przygotowanie się, psie i ludzkie śniadania, krótki spacer na "sikupe" i idziemy na peron!
Gdy weszliśmy, w pociągu nie było zbyt dużo ludzi, co dla nas było bardzo fajne. Feliks początkowo leżał na moich kolanach, o wiele bardziej jednak spodobało mu się miejsce obok mnie, położył się wygodnie na fotelu i leżał tak przez większość trasy. Pod koniec musiał niestety ruszyć swój szlachetny tyłek, bo ludzi zrobiło się więcej i jakaś pani spytała się czy może tam usiąść, ale za chwile przesiadła się na inne miejsce, mówiąc "jak już tak mu się tu podoba to niech sobie leży", z czego sznaucerro bardzo się ucieszył. 











W sobotę umówieni byliśmy na spacer na Polach Mokotowskich, razem z Polą i Kokunią, Laurą i Denisem, Magdą i Tofim, Natalią i Luckym, potem doszły jeszcze do nas Izabela i Luna. 
Podróż na PM minęła bardzo przyjemnie, w autobusie Feliks spał sobie na podłodze, pierwszy raz zaliczył też podróż metrem. 
Największe obawy miałam przed szczekaniem-bałam się, że nie będę mogła go spuścić, bo będzie darł się na każdego, pieso jednak mnie zaskoczył, nie licząc jednorazowego obszczekania opalających się ludzi i jednego rowerzysty ignorował wszystkich!
Gorzej było z psami. Sznup postanowił przez prawie cały spacer szczekać na inne psy, dwa razy zdarzyło się, że nie wiadomo dlaczego zaczął gonić drugiego psa, nie wiem co mu odwaliło, chyba miał po prostu zły dzień. Pomimo tych incydentów spacer był bardzo fajny, dziewczyny są bardzo miłe!


fot. Magdalena Krajewska


W niedziele przyszedł czas na powrót. Jedziemy na stację, wszystko fajnie, wchodzimy na peron i czekamy na pociąg. Pociąg przyjeżdża, drzwi się otwierają, a tam.. ogromny tłum ludzi, samo wejście wymagało dużego przeciskania się, miejsc siedzących już nie było, więc musieliśmy stać. Pomyślałam, że to będzie okropna podróż, Feliks będzie pewnie bardzo zestresowany, moje obawy powiększyły się, gdy obok nas stanęły dzieci, których pies bardzo nie lubi. Pociąg rusza, jedziemy, ja cała w stresie, a pies.. po prostu się kładzie. Co lepsze, leżał tak, nie zwracając uwagi na nikogo, nie szczekając nawet na ludzi, którzy prawie go zdeptali próbując przecisnąć się do wyjścia. To było coś, czego nigdy nie spodziewała bym się po Feliksie, miałam wrażenie, że ktoś mi podmienił psa.









To już wszystko, to był świetny weekend. <3 A wy, jak spędziliście majówkę?

niedziela, 22 maja 2016

Dzienniczek treningowy



Jeszcze kilka  miesięcy temu wszystkie psie treningi planowałam bardzo spontanicznie. Miałam ochotę i czas pójść na trening, więc szłam i dopiero na miejscu myślałam na czym się akurat dzisiaj skupimy, jakie ćwiczenia będziemy robić. 
Psi zeszyt miałam już od ponad roku, ale dzienniczek treningowy założyłam stosunkowo niedawno. 

Pierwszy raz "rozpisałam" sobie nasz trening dokładnie 16 grudnia 2015 roku. Nie był to jednak plan, co w danym dniu będziemy robić ale podsumowanie, co robiliśmy, co jest dobrze, a co trzeba poprawić.
Następnie, zainspirowana postem na którymś z psich blogów napisałam sobie plan treningowy na tydzień. Miałam zamiar pisać takie plany na każdy tydzień, wyszło jednak tak, że potem nie ruszałam już naszego dzienniczka. 
Aż w końcu, 6 marca zaczęłam pisać dokładne plany, co w dany dzień będziemy robić, trzymam się tego do dziś, chociaż wygląda to trochę inaczej niż na początku. 





Jak wygląda nasz plan treningowy?
Składa się z kilku punktów. Na początku piszę oczywiście jaki to będzie trening (obi, frisbee, samokontrola itp.), gdzie trening będzie się odbywał (w domu/w ogródku/w lesie etc.), czas treningu no i dokładnie rozpisuję co będziemy robić. 
Wszystko to pisze w punktach, często używam skrótów myślowych zrozumiałych tylko dla mnie, jeśli chcę dane ćwiczenie rozpisać jeszcze dokładniej, robię dodatkowo podpunkty. 
Na każdy rozpisany trening przeznaczam jedną kartkę, dodatkowo zawsze zostawiam miejsce na podsumowanie, w którym piszę jak poszedł trening, nad czym musimy popracować.
W dzienniczku, który u nas ma rolę również psiego zeszytu zapisuje nie tylko typowe treningi, ale też wypady do miasta, długie spacery w lesie, gdy zamierzam zrobić dzień odpoczynku z długim spacerem, na którym pies będzie mógł spokojnie sobie powęszyć, pobiegać, bez ciągłego przywołania i innych komend, też to zapisuję. 



Czy warto?
Posiadanie takiego dzienniczka treningowego ma bardzo dużo plusów. Nie musimy szybko wymyślać przebiegu całego treningu, łatwiej nam rozplanować tydzień, tak, żeby był urozmaicony, ale też, żeby nie przepracować psa. Jeśli chodzi o minusy, to do głowy przychodzi mi tylko jeden-gdy wypadnie nam jakaś ważna sprawa, będziemy musieli zrezygnować z treningu w dany dzień, w tym pięknie zaplanowanym psim tygodniu zrobi się bałagan.



Co wybrać jako dzienniczek treningowy?
Ja używam zwykłego, kołowego zeszytu w kratkę z twardą okładką, myślę jednak, że 
o wiele lepiej sprawdzi się notatnik z kalendarzem. Fajną rzeczą ułatwiającą prowadzenie dzienniczka jest też zeszyt z dużo ilością zakładek, można wtedy podzielić sobie, jedna zakładka na plany treningów, inna na luźne notatki, jeszcze inna na np. notatki z seminariów itp. 



To już wszytko o naszym dzienniczku treningowym, dajcie znać co Wy sądzicie o tego typu rzeczach, prowadzicie dziennik treningowy, a może planujecie wszystko spontanicznie? 

czwartek, 12 maja 2016

Recenzja szarpaka "Planetka" od Dog's Craft by Wonder Dog

Około półtora miesiąca temu do naszej zabawkowej kolekcji dołączył futerkowy szarpak od Dog's Craft. Używamy go bardzo dużo i intensywnie, więc myślę, że to dobry czas żeby napisać recenzję! 




Firma  Dog's Craft by Wonder Dog  zajmuje się głównie produkcją szarpaków, ale w ich ofercie znajdziecie też akcesoria do obedience czy startówki do agility. Oprócz futerkowych szarpaków mają też wersję mopową, dodatkowo oferują coś, z czym nie spotkałam się jeszcze w tego typu produktach z innej firmy, mianowicie jest opcja obszycia rączki i amortyzatora kolorową tasiemką, wygląda to bardzo uroczo!
Na szarpak czekałam dość długo, około dwa tygodnie, w pewnym momencie zaczęłam już się niepokoić więc napisałam do firmy, ale trzeba przyznać, że był to okres świąteczny więc zamówienia mogły się opóźnić. Ogólnie bardzo dobry kontakt  z firmą.

Zabawka składa się z pomarańczowego amortyzatora, rączki z fioletowym polarem, fioletowego futerka i piłki z firmy Planet Pet. Kolory są prześliczne, szczególnie urzekło mnie fioletowe futerko. Szarpak jest dość duży. Amortyzator na pierwszy rzut oka wydawał mi się za "oporny" dla Feliksa i bałam się, że nie będzie mógł to wyciągać przy szarpaniu, ale moje obawy okazały się niesłuszne. 
Wszystko jest wykonane bardzo estetycznie i dokładnie, nigdzie nie wychodzą nitki, nic się 
nie pruje. 







Feliks szarpak pokochał. Jest on zdecydowanie jedną z ulubionych zabawek, bawi się nią wszędzie, nawet przy bardzo dużych rozproszeniach! Bardzo dobry jako super nagroda na treningu jak i przy luźnej zabawie. Można go łatwo złożyć więc zmieści się do nerki/kieszeni. 

Jest też bardzo wytrzymały, używamy go praktycznie na każdym treningu, a ślady użytkowania są bardzo niewielkie!

Zabawka nie brudzi się tak bardzo jak myślałam, do futra i polaru przy rączce co prawda przyczepia się piach, liście itp., ale wystarczy kilka razy przeczesać go szczotką i jest jak nowy. Nie prałam go ani razu, bo zwyczajnie nie było takiej potrzeby.


Szarpak występuje w trzech dwóch, cena zmienia się wraz z nim, my mamy wersję S.


Podsumowując:

Szarpak bardzo nam się podoba, jestem bardzo zadowolona z zakupu i na pewno nie będzie to moja ostatnia zabawka od Dog's Craft! Zdecydowanie polecam.



czwartek, 5 maja 2016

Majówka!


Nasza majówka w tym roku, pomimo, że nie trwała długo, była bardzo aktywna. Miałam zamiar spędzić ją najlepiej jak to możliwe i nie przesiedzieć całego długiego weekendu na kanapie.


fot. Pola Dąbrowska

1 Maja, w niedzielę wybraliśmy się do parku na spotkanie z Kasią i Dżekim. 
Na miejsce dojechałam tramwajem, tutaj jak zawsze pies był bardzo grzeczny, całą, dosyć długą, bo około godzinną drogę przesiedział grzecznie na moich kolanach. 
Miałam duże obawy, czy Feliks z Dżekim się polubią. Pierwsze zapoznanie-idealne. Psy powąchały się, nawet trochę pobawiły.
Było kilka sprzeczek, jeśli chodzi o Sznaucera chodziło głównie o jego zabawki, pies denerwował się gdy Dżeki podbiegał do niego gdy miał zabawkę, nic poważniejszego się jednak nie stało i generalnie psy się polubiły. 


Dżeki i Feliks, fot. Kasia
 Zachowanie Feliksa było całkiem ładne, gdy ćwiczyliśmy coś, nie rozpraszał się Dżekim, pięknie odwoływał się od psów, co jeszcze jakiś czas temu było prawie niemożliwe! 
Jedyna rzecz z którą nadal mamy problem to ludzie. Jeszcze kilka miesięcy temu było strasznie, gdy tylko przechodził obok nas jakiś człowiek, Feliks bardzo go obszczekiwał nie dało się przejść. Zaczęliśmy intensywnie nad tym pracować, teraz pies całkiem ignoruje wszystkich ludzi, problem jest niestety nadal z dziećmi. Gdy szłyśmy z Kasią główną aleją w parku, Feliks podbiegł do jakiegoś małego dziecka i obszczekał je. Musimy nad tym dużo popracować. 


fot, Kasia



























W ostatni dzień majówki wybraliśmy się na jednodniową wyprawę do rodziny w Warszawie. Pojechaliśmy pociągiem. Pies całą drogę grzecznie przespał, nie stresował się, szczeknął jedynie na jedną osobę, chłopca biegnącego przez pociąg. 




















Miałam zamiar pojechać do jakiegoś dużego, warszawskiego parku, nie było niestety na to czasu, ale wybraliśmy się na długi leśny spacer. Wszystko byłoby dobrze, a spacer byłby bardzo udany gdyby nie jedna rzecz. Nie wiem co wtedy odwaliło psu, ale rzucił się na człowieka przechodzącego przez las. Nie zrobił mu nic co prawda, poza obszczekaniem, ale no, nie wiem co mu strzeliło do głowy, szczególnie, że dwa dni wcześniej, w parku było wszystko dobrze. Muszę przyznać, że to też po części moja wina, bo gdybym wcześniej zareagowała i przywołała psa nic takiego by się nie stało. 



To już wszystkie majówkowe wyprawy warte opisania, pomimo kilku incydentów uważam, że spędziliśmy ją bardzo fajnie i aktywnie.



sobota, 2 kwietnia 2016

Jak znaleźć motywację?

Dziś trochę inaczej, bo o motywacji, nie psiej, ale ludzkiej! Bo co z tego, że mamy super zmotywowanego psa jeśli nie chce nam się wyjść z nim na trening?
Myślę, że w życiu większości psiarzy są chwilę, gdy najchętniej rzuciłby to wszystko. Przestał trenować z psem cokolwiek i wyszedł by z psiego świata. Każdy ma takie dni, dlatego dzisiejszy post poświęcę temu, co zrobić by nam się chciało i żeby nie poddać się, po tym jak pies po raz 74683 straci mózg, czy kolejny raz rzuci się na innego pieska, chociaż wydawało Ci się, że z tym problemu już nie macie.

Teraz temperatury robią się coraz wyższe ale jeszcze niedawni była zima, przymrozki i niska temperatura. Jakby tego było mało zamiast ładnego białego puchu, było błoto i chlapa. Pogoda idealna na obejrzenie dobrego filmu czy poczytanie książki pod kocem, ale z całą pewnością nie-idealna na trening z psem. Ale...
Pies to pies, na spacer wyjść musi tak czy siak. A gdy już trzeba wyjść, przydałoby się ten spacer czymś urozmaicić! 
A może ten, właśnie ten trening okaże się najlepszy w Waszym psio-ludzkim życiu? Może akurat dziś pies da z siebie 110% i będzie najlepiej na świecie biegł przez tor agility, radośnie łapał wszystkie dyski jakie mu rzucisz, a może będzie pięknie chodził przy twojej nodze, utrzymując kontakt wzrokowy i energicznie wykonywał wszystkie ćwiczenia o jakie go poprosisz? 
A może spotkacie jakiegoś innego spacerowicza z psem, zapoznacie się i już codziennie będziecie chodzić razem na spacery? To wszystko jest bardzo możliwe, ale jeśli nie zmusisz się i nie pójdziesz na ten trening, nie przekonasz się. 

Jest też druga strona medalu. Poszłaś (lub poszedłeś, żeby nie było, że kogoś dyskryminuje!) na ten trening, masz dobry nastrój, wierzysz, że będzie dobrze.. a tu klops. Pies rozproszył się , zawąchał, nie odwołał się od innego psa, kompletnie stracił mózg na treningu Obi, nie myślał gdy biegł przez agilitki czy zupełnie nie miał ochoty łapać wyrzuconych przez ciebie dysków. 
A może zaatakował innego psa, uciekł na spacerze czy kolejny raz był jednym wielkim przestraszonym CSS'em, bo ktoś w oddali puścił petardę, chociaż ćwiczyliście to 345654 razy i wyglądało na to, że już nie macie z tym problemów? Czasem w takich chwilach człowiekowi odechciewa się wszystkiego, trenowania z psem, pracowania nad jego problemami, najchętniej zupełnie wyłączył by się z psiego świata. 
Idź więc do domu, nie rób nic z psem na siłę. Zaparz herbaty, włącz muzykę i na spokojnie przypomnij sobie cały trening. Co zrobiliście źle, dlaczego pies zachował się tak, a nie inaczej? Co zrobić, żeby na następnym spacerze być przygotowanym i temu zapobiec? Pomyśl, wyciągnij wnioski i zapisz sobie wszystko.
 Nie poddawaj się, następnym razem na pewno będzie lepiej! Zresztą, z idealnym psem byłoby zbyt nudno, a radość gdy, uda Wam się osiągnąć coś, co kiedyś było nieosiągalne jest ogromna! 

Pamiętaj też, że nie tylko Ty masz psa z problemami. Gdy ogląda się filmiki, na których psy robią wszystkie sztuczki świata, pięknie śmigają w agilitkach czy nie zwracają uwagi na największe rozproszenie ma się wrażenie, że wszystkie inne psy są idealne. Nic bardziej mylnego! Nie ma psów idealnych, każde mają problemy, i każde da się rozwiązać. 
Pamiętaj, wystarczy tylko cierpliwość i wiara w siebie, a można osiągnąć wszystko!