niedziela, 24 lipca 2016

Psy, a Szwajcaria


Niedawno,  od 9 do 19 Lipca byłam na wyjeździe w Szwajcarii (dlatego też na blogu była taka cisza). Przez te 10 dni miałam okazję dokładnie przyjrzeć się sprawą związanym z psami w Szwajcarii, stosunkiem innych ludzi do psów, mentalność właścicieli itp. Dziś chciałabym podzielić się z wami moimi przemyśleniami na temat Szwajcarskich psów. 

Zacznę może od tego, czy na ulicach psów było dużo. Tak więc, byliśmy w bardzo zaludnionym mieście, z bardzo ładną starówką, zejściem nad jezioro, górami. W centrum miasta ludzi zawsze było bardzo dużo, psów towarzyszących im też. Zazwyczaj były to psy rasowe, ale kilka kundelków też zauważyłam. Podsumowując, psów w Szwajcarii jest całkiem sporo. 
Teraz kolejna rzecz, która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, to "garderoba" w której chodziły psy. Przez cały wyjazd zauważyłam tylko jednego psa z łańcuszkiem zaciskowym, z kolczatką nie było żadnego, psy zazwyczaj miały szelki, rzadziej obrożę, nawet psy uznawane za rasy "groźne" często nosiły szelki, niby w tym nic dziwnego, ale w Polsce nadal większość ttb nosi źle założone kolczatki. 



Kolejna rzecz to zachowanie psów, podczas całego wyjazdu tylko raz widziałam szczekającego psa. Wszystkie psy które mijałam zachowywały się bardzo dobrze, były spokojne, chodziły ładnie na smyczy, nie widziałam też żadnego psa, który na widok innego psa dostał by głupawki czy zaczął by szczekać. Ciekawe jest też to, że wszystkie psy bardzo ładnie chodziły przy nogach, obojętnie czy była to smycz tradycyjna czy automatyczna, obojętnie czy psy były małe czy duże. Tylko raz widziałam yorka, idącego na pełnej długości flexi.
Wspomnę też o psach w miejscach publicznych, takich jak parki, czy inne tereny zielone. W każdym takim miejscu były tabliczki, informujące o tym, że psy muszą być na smyczy. Wszyscy bardzo tego przestrzegali, nie widziałam żadnej osoby z psem, który biegał by sobie luźno bez smyczy. Jedynie czasem, na plażach ludzie robili tak, że spuszczali psa przy jeziorze, rzucali im piłkę/patyk, a po skończonej zabawie spowrotem zapinali smycz. 
Na każdej ulicy były też specjalne pojemniki z woreczkami na psie odchody, z których z tego co zauważyłam wszyscy używali i bardzo dbali o czystość trawników, ani razu nie widziałam właściciela, który nie posprzątał by po swoim psie.






















Kolejna rzecz, o której nie mogłabym nie napisać to psie akcesoria. Zacznijmy od zwykłych marketów. Dział z produktami dla zwierząt w zwykłych sieciówkach był zazwyczaj bardzo bogaty. Oprócz typowego pedigree, które jest wszędzie, w każdym widziałam produkty vitacraft, także te o bardzo fajnym składzie, zabawki, akcesoria do pielęgnacji. W jednej z większych sieci sklepów były nawet szelki, obroże, a także zabawki interaktywne! 
Jeśli chodzi  o sklepy zoologiczne, to w zwykłym, małym, osiedlowym zoologu, był np.bardzo duży wybór zabawek firmy kong, a także wielki wybór szelek, obroży czy smyczy.
Wybrałam się też do jednego z większej sieci sklepów zoologicznych, "qualipet", coś jak nasze maxizoo tylko większe. Asortyment jakoś na kolana nie powalił, dużo kongów, parę chuckitów, generalnie nic bardzo przyciągającego nie znalazłam, jedynie zaciekawił mnie bardzo duży wybór produktów z firmy rogz. 


dział zoologiczny w dużym markecie


 To już wszystko na dzisiaj, mam nadzieje, że taki trochę inny post wam się spodobał :D